niedziela, 26 stycznia 2014

Meraeval, nie mam motywacji.

Wkurza mnie to słowo. Motywacja. Powoduje ono, że zrzucamy odpowiedzialność za swoje własne wybory i lenistwo na siły wyższe, na coś podobnego jak natchnienie u poety. Magiczna formułka „nie mam motywacji” powoduję, że możemy już przestać wykonywać daną czynność, bo nic się z już za bardzo nie da zrobić. Dlaczego? Dlatego, że najczęściej spostrzegamy motywacje w kategoriach wyłącznie motywacji zewnętrznej, czyli nagrody. Problem pojawia się jednak wtedy, kiedy tej nagrody w żadnej postaci nie ma. Coś tam zrobiliśmy, ale nikt nas nie chwali, nauczyliśmy się na kolokwium i dostaliśmy w najlepszym przypadku 3+. I wtedy motywacja do dalszej nauki, pracy spada. Dlaczego? Dlaczego coś tak prymitywnego jak nagroda ma powodować, że się poddajemy? Co mnie obchodzi zdanie osoby, która poza swoim miejscem pracy jest ze mną na równi, stoi w tej samej kolejce po bułki, a często nawet jest w gorszej sytuacji ekonomicznej ode mnie? I to jej zdanie czy ocena spowoduję, że się poddam? Nie.
Wszystko co robię, robię dla siebie. Muszę przeczekać (przepracować) jeszcze te 3 semestry, żeby skończyć oba kierunki studiów, ponieważ jest to niezbędny puzzel w układance. I dlatego moja motywacja nie spadnie. Bo wiem, że bez tego nie pójdę do przodu. Poza tym, moje studia są na tyle wyjątkowe, że ilość pracy w nie włożona przekłada się wprost proporcjonalnie do pracy zawodowej. Mimo tego, że tak jest to słyszę codziennie od moich koleżanek, że są totalnie niezmotywowane. Są, bo wykładowcy nas nie doceniają, nie przykładają się i dają oceny za twarz.


Faktycznie aktualnie jest bardzo nieciekawie, z powodu zamykania uczelni i mogę śmiało powiedzieć, że większość ma na nas solidnie wylane, chyba, że postanawiają się w danym dniu akurat na nas wyżyć. Ilość absurdów, których doświadczyłam w tym semestrze jest powalająca, codziennie przegadujemy z chłopakiem dziesiątki sytuacji i słów nauczycieli i nie możemy wyjść z podziwu, że takie rzeczy się dzieją. Jednak mimo tego, ja czuję się wciąż zmotywowana, ciągle tylko brakuje mi czasu, żeby jeszcze dalej wyjść mojej wiedzy naprzeciw. Bo to mnie definiuje. Mam tą motywację w sobie, widzę sens moich działań i nie analizuję szczegółowo co mi się opłaci, a co nie. Biorę to wszystko jako pakiet, który jest niezbędny do zamknięcia jednego etapu i przejścia do następnego. Kończąc ten post, jestem jednak świadoma, że może być to cholernie ciężkie w aktualnej sytuacji. Jednak nie pozwólmy, żeby ktoś dyrygował nasza motywacją. Właśnie dlatego, że jest ona całkowicie NASZA.  

http://2.bp.blogspot.com/_YiF064qk_Bg/StsmNNzU7WI/AAAAAAAABOE/XnkWppTWCj0/s400/no-motivation.jpg

niedziela, 19 stycznia 2014

Sunday

Obecnie zajmuję się postanowieniem noworocznym pt. ,,zdać bezproblemowo pierwszy semestr”. Celowo semestr, a nie sesje, ponieważ sesji jako takiej nie mam. Mam za to zaliczenia ze wszystkich przedmiotów, które z pewnymi zobowiązaniami się wiążą. Musiałam jeszcze zrobić różne takie rzeczy dodatkowe typu kampania reklamowa na psycho, konspekty lekcji oraz esej na literaturę angielską. Nie zaniedbuje sportu, czytania książek, kursów na Coursera, mojego komfortu psychicznego (w teorii), zaniedbuje natomiast języki obce poza angielskim. Zresztą zaniedbywanie to zbyt duże słowo, bo traktuję to jako celową przerwę. Myślę, że 2014 zaczął się tak jak tego chciałam i jak na razie nie dokonałabym w nim jakichkolwiek poprawek. Odnośnie dalszego tematu postanowień, to ,,postanowiłam” robić także podsumowania śródkwartalne. Z mojego specjalnie przygotowanego do tego celu systemu obliczeń wynika, że czas ten przypada na 14.02.2014 i bardzo pięknie. Już coś tam do podsumowania mam, w niektórych kwestiach jestem nawet na skraju spełnienia, co tym bardziej mnie cieszy.

Aktualnie robię 2 fenomenalne kursy na Coursera, są to mianowicie:
  • The Modern World: Global History since 1760
    Jest to dość długi (14 tygodni) i mam wrażenie kompleksowy kurs na temat świata po 1760 roku do chwili współczesnej. Kurs skupia się zarówno na samych wydarzeniach, jak i na ich późniejszych konsekwencjach. Pozwala zrozumieć dlaczego stało się tak, a nie inaczej i jaki miało to wpływ na dalsze wydarzenia. Dołączyłam również do ciekawej grupy na facebooku, w której wiele osób dyskutuje ze sobą oraz wymienia się materiałami. Na chwilę obecnie ograniczam się tylko do oglądania wykładów, jednak po rozprawieniu się z uczelnią chciałabym również wziąć się za literaturę.
    Dla kogo? Dla wszystkich ludzi, którzy chociaż trochę traktują wiedzę ogólną jako coś ważnego. Kurs jest przepełniony wszelkimi informacjami poza historią, co dodatkowo wzmacnia jego potencjał. Bo fajnie jest wiedzieć i rozumieć. Link do kursu
  • Terrorism and Counterterrorism: Comparing Theory and Practice
    Terroryzm to jeden z moich ostatnich koników. Łaknę każdej wiedzy związanej z tym pojęciem, patrząc na to zarówno jako zjawisko polityczne, jak i społeczne. Kurs jest dość krótki, kończy się już w lutym, ale daje mi solidną i usystematyzowaną dawkę wiedzy i nakierowuje na dalszą eksplorację tego tematu. Niestety, prawie pewne jest, że nie skończę tego kursu w 100%, tak żeby otrzymać certyfikat, ponieważ do jutra wyznaczony jest deadline z napisaniem eseju na 800 słów. Przykre to, ale glupio by było nie napisać eseju na uczelnie, ale napisać na holenderski uniwersytet. Jak to mówią-priorytety. Aczkolwiek zastanawiam się, jak wygląda ten cały priorytet, bo nikt go do tej pory nie widział, podobnie jak z kalorią. Link do kursu

Zachęcam więc do zapisania się na oba przedsięwzięcia, ponieważ z całą pewnością warto. Szczególnie kurs o terroryzmie, jest bardzo ciekawy z praktycznie każdego punktu widzenia. Jest o coś, czego się ekstremalnie boimy, ale trudno nam w zasadzie zdefiniować czego konkretnie. W przyszłym tygodniu rozpoczynam również kurs Understanding Terrorism and the Terrorist Threat, więc jak widać staram się działać kompleksowo, a za 2 tygodnie coś na co czekam już od dłuuuuugich miesięcy Scandinavian Film and Television. Czuje, że to będzie istna rzeźnia!


No nic, uciekam do swoich niedzielnych obowiązków. Pod lupę idzie dzisiaj niemiecki, British studies oraz ten nieszczęsny esej. Miłej niedzieli, bez względu na to, czy będzie ona leniwa, czy pracowita.  
M.

http://principalspage.com/theblog/wp-content/uploads//2013/04/sunday-fairberlin02052010.jpg