niedziela, 13 lipca 2014

Powroty x100 + kilka słów

Jestem w przeogromnym szoku, ile minęło czasu od mojego ostatniego wpisu tutaj. Zdawało się, jakby był to tydzień lub dwa.  Wniosek, że czas leci jak nienormalny, jest zbyt oczywisty, dlatego może od razu przejdę do konkretów.
Sesja na FA poszła cholernie sprawnie i bez jakichkolwiek potknięć, na psychologii mam we wrześniu 1 egzamin i 1 kolokwium, co również jest zadziwiające biorąc pod uwagę moją ostatnią postawę dotyczącą tego kierunku. Sesja mnie wypompowała psychicznie i nadal się z niej nie podniosłam. W związku z tym większość projektów samorozwojowych poszła do kosza. Nastawiłam się bardziej na czerpanie z każdego dnia, niż wypisywanie stosu formułek, które nie znaczą więcej niż nic.
Byłam na dwóch PRZECUDOWNYCH festiwalach muzycznych, po których nadal nie mogę się pozbierać i czekam na więcej. We wtorek lecę do Anglii i zostaję tam 6 tygodni. Tak, ten punkt zdaje się być najważniejszym punktem tych 3 miesięcy. Dlatego wszelkiego rodzaju planowanie odłożyłam, ponieważ nie mam zielonego pojęcia, jak będzie chwilowo wyglądać moje życie. I to mnie najbardziej cieszy.
Minimalistyczny ten mój post. Może nawet jemu nie udało się oprzeć modzie na minimalizm. Bo mnie to chyba nie dotyczy. Aczkolwiek, nie mówię nie.
Trzymajcie się :)
M. 

niedziela, 4 maja 2014

Tydzień Meraeval #1

A co mi tam, podzielę się:)

Co M. ogląda?
Manii serialowej ciąg dalszy. Jestem totalnie od nich uzależniona i nigdy nie pomyślałabym, że będę je traktować jako coś rozwojowego. Seriale są dla mnie świetną inspiracją, treningiem językowym i sposobem na odcięcie się od rzeczywistości. Nie oglądam seriali komediowych, obyczajów,  sitcomów oraz tych z kategorii ,,dla nastolatków”, bo przeczą one temu co napisałam wcześniej. Jednak nie odrzucam ich zupełnie i zachęcam, szczególnie osoby na poziomie języka angielskiego B1-B2. Mogą być one ciekawym i jednocześnie zrozumiałym sposobem nauki języka. Zresztą nie każdy musi darzyć miłością seriale historyczne i horrory:)
A więc konkrety. Z powodu takiego, że trwa długi weekend, który postanowiłam spędzić w domu, aktywność serialowa zdecydowanie wzrosła. Moje ostatnie perełki to dwa genialne seriale BBC: Muszkieterowie oraz Peaky Blinders.
http://visitbirmingham.com/peaky-blinders/

Po obejrzeniu Peaky Blinders przysięgłam sobie, że jest to ostatni serial, jaki widziałam w swoim życiu, bo reszta poza nim to jeden wielki chłam. Oczywiście obietnica już została złamana :) Jednak jest to serial niezwykły, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie idealny, ponieważ wszystko do siebie pasuje. Proporcje pomiędzy przewidywalnością wątków oraz dynamiką akcji, niepokojące, niesztampowe postacie, ilość odcinków, muzyka (moi ukochani Nick Cave oraz Jack White), a także obraz industrialnego Birmingham- wisienka na torcie. Nie wspomnę już o podróży językowej, jaką serwuje nam serial dotyczącej akcentów. Serial automatycznie wskoczył na moja listę top 5 i jestem pewna, że utrzyma się na niej bardzo długo.
Trudno mi cokolwiek pisać o Muszkieterach po wspomnieniu o Peaky Blinders. Jest to kolejna produkcja BBC, co z definicji powoduje wskoczenie danego serialu na moją listę ''to watch''. Dla rozwiania wątpliwości, wszystkie przytoczone dzisiaj listy istnieją wyłącznie w mojej głowie, nie mam manii prześladowczej :). Muszkieterowie jest to ładnie skrojona opowieść, nawiązująca do prozy Aleksandra Dumasa. Serial nie jest bezpośrednią adaptacją powieści, traktując ją jedynie jako inspirację oraz zachowując główna linię wątków i postaci. Na początku byłam trochę zniechęcona dłużącą się fabułą, jednak później wchłonęłam go serial w mgnieniu oka. Serial łączy klimat XVII-wiecznego Paryża z nowoczesnością, do czego mam mimo wszystko mieszane uczucia, jednak w ogólnym rozrachunku oceniam go jako dobry.

http://www.bbcamerica.com/musketeers/


Co M. ćwiczy?


Przed treningiem 7 minut rozgrzewki, po treningu dodaje 12 minut na brzuch oraz 5 minut rozciągania. Ostatnio utknęłam trochę w martwym punkcie odnośnie moich treningów. Ćwicząc 6x w tygodniu, znam już większość treningów z XHIT na pamięć. Dlatego zaczynam ostre przekopywanie internetu w celu znalezienia czegoś innego. Chyba, że XHIT się postara i będzie wrzucał filmiki szybciej niż ja wykonam trening.


Co M. czyta?
Ostatnio przekopałam jeszcze raz książki Agnieszki Graff. Jeśli ktoś interesuję się feminizmem, ale robi to na serio, a nie dlatego, że jest to modne, a w rzeczywistości i tak nadal stawia siebie w roli ofiary, to te książki są zdecydowanie dla niej/dla niego. W Rykoszetem autorka dokonuje analizy dyskursu publicznego i pokazuje jakiego języka używa się kiedy mówimy o kobiecie lub matce. Dla mnie język jest wszystkim. Od języka zaczynają się miłość, szacunek, a także agresja. Nasze społeczeństwo może się szczególnie poszczycić tym ostatnim. Autorka zwraca również na role mniejszości seksualnych oraz ich zaskakujących związków z antysemityzmem. Książka z 2008 roku, ale nadal aktualna. Zachęcam również do dotarcia do Świata bez kobiet tej samej autorki. Warto


http://merlin.pl/Rykoszetem-Rzecz-o-plci-seksualnosci-i-narodzie_Agnieszka-Graff/browse/product/1,589171.html

niedziela, 20 kwietnia 2014

Trening w święta? Tak, poproszę!

 Jedzenie jest nieodłączną częścią naszej kultury. Tak się stało i trudno z tym walczyć. Nie jest już tylko spełnianiem elementarnych potrzeb biologicznych naszego organizmu, ale coraz częściej staje się drogą do spełniania tych wyższych. Jest dla nas przyjemnością, sposobem spędzania wolnego czasu, ale także utrapieniem. Podczas jakiegokolwiek czasu świątecznego te potrzeby są szczególnie widoczne, ponieważ jedzenie to kultura, a kultura to jedzenie. Praktycznie wszystko kręci się wokół posiłków i kolejnych tradycyjnych lub mniej tradycyjnych potraw. Jednakże, razem z jedzeniem lub krótko mówiąc- przejedzeniem, pojawiają się coraz to nowe negatywne odczucia i emocje związane z ilością pochłoniętego pokarmu i reakcji naszego ciała (a przede wszystkim mózgu!). Co zatem zrobić, żeby mieć to przysłowiowe ciastko i jednocześnie je zjeść?
Recepta jest tylko jedna- ćwiczcie! Rozumiem, że święta, rodzina, wyjazdy, wspólnie spędzony czas i mnóstwo innych rzeczy są tutaj przeszkodami, jednak zrobienie najkrótszego treningu, który podkręci twój metabolizm na maksa na następne 48 h, trwa około 10 minut. Myślę, że mało kto jest się w stanie zasłonić brakiem czasu w święta. Nie jesteśmy robotami, traktujmy swoje ciało mądrze i dajmy jemu coś od siebie. 10, 20 lub nawet 30 minut aktywności fizycznej spowoduję poprawę naszego samopoczucia oraz obniżenie  dokuczliwych wyrzutów sumienia podczas spożywania świątecznych specjałów. Uwaga! Według badań (i racjonalnego myślenia) ludzie którzy ćwiczą i nie stosują jakiejkolwiek diety lub zasad zdrowego odżywiania, jedzą więcej. Ja jestem na to idealnym przykładem. W czasach, w których ćwiczyłam nieregularnie,więcej zastanawiałam się nad swoim jadłospisem i nierzadko odmawiałam sobie jednorazowo różnego rodzaju produktów. Ograniczałam tez piwo :) Teraz czuję się totalnie niewinna, nie mam wyrzutów sumienia i pozwalam sobie praktycznie na wszystko na co mam ochotę. Nie jest to jednak najlepsze rozwiązanie, pewnie pomyślę o tym w przyszłości.
Wracając jednak do świąt, trening, trening i jeszcze raz trening. Szczególnie jeśli nie ćwiczycie regularnie, tylko dopiero zamierzacie wdrożyć się w świat aktywności fizycznej. Zróbcie to dla siebie, a jestem pewna że poczujecie się lżej, zarówno psychicznie jak i fizycznie.

Ja dzisiaj zamierzam przeprowadzić około godziny 12-13 pierwszy trening i o 18 lekki, dwudziestominutowy pilates. Jutro wyjeżdżam, więc tylko jeden, w godzinach porannych. Oto moja propozycja na święta:

1. Dynamiczna rozgrzewka z tą piękną panią:


2. Następnie przechodzimy do części docelowej czyli treningu cardio i abs

3. No i część ostatnia- stretching. Filmik jest tylko propozycją. Ci co ćwiczą, mają już swoje ulubione pozycje i sprawdzone sposoby na rozciąganie, zarówno w trakcie treningu, jak i po. 



I popołudniowy pilates. Mój ulubiony filmik. Mój kręgosłup czuję się po tym jak nowonarodzon (tak, tak powiedział!) Trening jest bardzo leciutki, niezobowiązujący, co jest dodatkową zaletą- nie wymaga długich przygotowań. 

Robię go bez rozgrzewki i rozciągania, bo w mojej ocenie ma elementy z obu. 

A zatem wesołych, sportowych świąt!


hasfit.com

wtorek, 15 kwietnia 2014

Progres-regres

Jest dopiero początek kwietnia a już nas powoli dopada widmo nadchodzącej sesji. Kiedy reszta świata chwyta się za głowę i zastanawia jak to wszystko pogodzić, ja wchodzę na wyższy sposób pobudzenia. Nie wiem jaki mechanizm jest za to odpowiedzialny, ale strasznie lubię ten okres. Lubię wiedzieć, że robię coś konkretnego i dostaję za to konkretną, choć nie zawsze wymierną gratyfikację zewnętrzną. A po sesji zawsze nadchodzą zmiany. Z moich obecnych planów, które nie zawsze warto traktować serio, wynika że jest to mój przedostatni rok studiów. Dojrzewam w środku, żeby zakończyć ten okres i zająć się bardziej namacalnymi aktywnościami. Status studenta mnie już męczy, studencka rutyna jeszcze bardziej i pragnę zmian!
Jak już pisałam wcześniej, wkurzam się na regres związany z nauką języków obcych, ale jest to obecnie poza sferą moich marzeń. Obawiam się, że w przyszłym roku ta strefa w ogóle przestanie dla mnie istnieć. Obrona licencjatu oraz magistra będzie wyzwaniem, który może wykroczyć poza moje zdolności poznawcze i organizacyjne. Niemniej będę próbować, nie będę miała ciśnienia na obrony w czerwcu i jakoś przez to przejdę. I potem pozostanie mi tylko dalsze podbijanie świata.

M.

http://www.smalltowngirldcworld.com/2011_10_01_archive.html

niedziela, 13 kwietnia 2014

Spóźniony pierwszy kwartał

Postanowienia na I kwartał 2014 roku wraz z ich realizacją. Pomimo że kwartał wynosi tylko 3 miesiące to część planów straciła swoją ważność lub uzyskała zdecydowanie mniejszy priorytet niż przed 1.01.2014 :) Poniżej publikuję postanowienia wraz z kolorem i ewentualnym komentarzem do nich. Pierwszy kolor oznacza 100% lub nawet więcej sukcesu, następny sukces częściowy, a właśnie taki totalną porażkę. Myślę, że klasyfikacji w praktyce jest dużo więcej, jednak nie mam zamiaru tworzyć skomplikowanego systemu oceny sukcesu. Sukces jest, jestem z siebie niezaprzeczalnie dumna i nie mam zamiaru skupiać się na porażkach. Mogę śmiało powiedzieć, że podczas tych 3 miesięcy dałam z siebie wszystko. Rzeczy nad którymi trzeba wyraźnie popracować podczas następnego kwartału to większe skupienie na języku polskim, co w praktyce oznacza więcej książek w tym języku. Zaniedbałam polski zajmując się wyłącznie angielskim i już zauważam negatywne tego skutki. Niesamowicie zadziwia mnie jak szybko możemy stracić płynność i elokwencję w języku ojczystym ograniczając czytanie książek. Drugą rzeczą są oczywiście języki obce. Jak będzie pokazane poniżej, była to totalna porażka, spowodowana brakiem czasu, który musiał być wygospodarowany na inne czynności. Nie, nie mam jakiegokolwiek problemu z organizacją czasu, po prostu doba ma tylko 24 godziny, a zaniedbywać swojego zdrowia na rzecz chorych ambicji nie mam zamiaru.
Dobre strony tego kwartału? Filmy, seriale, angielski razy 100, treningi i ogarnianie stresu. 

Strefa językowa:
  • angielski: zakończyć semestr w sposób bezproblemowy, skupić się na różnistych elementach dodatkowych gramatyki angielskiej, przerobić całą „Gramatykę angielską dla zaawansowanych” M. Mataska (niepotrzebne postanowienie, przerabiałam 2 inne podręczniki z dobrym skutkiem). zapisywać każde pojedyncze słówko w moim wielkim zeszycie słówkowym i sukcesywnie do nich wracać (kolejny raz zadziwiło mnie to jak tradycyjne metody mogą sprzyjać studentowi:)) poznać 200 nowych idiomów, obejrzeć seriale BBC o Szkocji oraz Walii (obejrzałam kilka odcinków Szkocji, Walii oraz Irlandii, ale na pewno do nich wrócę, kocham je nad życie), przeczytać co najmniej 2 książki metodyczne oraz 3 beletrystyczne po angielsku.
  • francuski- przerobić repetytorium z Edgarda, przesłuchać kilkanaście podcastów, przeczytać 1 książkę lub książeczkę, na bieżąco dodawać i powtarzać słówka z Memrise oraz z Profesor Pierre (minimum 30 tygodniowo) W planach jest również zapisanie się na 8 tygodniowy minikurs francuskiego, ale nie wiem czy będzie on w ogóle realizowany. Nie był.
  • niemiecki: być na bieżąco z lektoratem, dodawać słówka z Memrise i z Profesor Klaus (minimum 30 tygodniowo), zakupić repetytorium gramatyczne oraz leksykalne przerabiając 1/4 ich treści.
  • szwedzki: dodawać słówka z Memrise (minimum 15 tygodniowo), przerobić 10 tematów z Trolla, jeszcze raz powtórzyć całe repetytorium „Szwedzki nie gryzie” oraz zakupić te na wyższym poziomie.
    Cholera dużo tej czerwoności tutaj :D
Strefa psychologiczna:
  • zrobić więcej rzeczy dodatkowych na studiach niż to moje absolutne minimum, np. przeczytać parę dodatkowych książek na temat mojej specjalności
  • dobrze zdać egzaminy
  • wybrać się na 1 konferencję psychologiczną
  • napisać konspekt teoretyczny i metodologiczny do pracy magisterskiej
  • chodzić na wykłady (trudna sprawa)

Strefa rozwój:
  • Skończyć 1 kurs na Coursera. za kilka dni zaczynam kurs Medical Neuroscience, a za 20 dniCritical Thinking in Global Challenges,więc jeśli jeden z nich uda mi się ukończyć to będę bardzo szczęśliwa. Jak dotąd nie miałam szczęścia w zrobieniu jakiegokolwiek do końca. Skonczyłam kurs o terroryzmie i jestem w trakcie trwania Scandinavian Film and Television oraz Buddhism and Modern Psychology. Oba wyśmienite!
  • Skończyć co najmniej 2 szkolenia na Akademii PARP. Nie jakieś wielkie osiągnięcie, ale zawsze otwierające pewną klapkę w mózgu. Popracujemy nad tym w następnych miesiącach.
  • Napiszę 10 postów na blogu (!) i zrobię z nim ostateczny porządek dotyczący jego formuły oraz kształtu. Hahaha, standardowo:) Napisałam 5 postów i 1 u Pawła. Nie będę komentować.
  • przeczytam jedną, mądrą książkę samorozwojową. Zastanawiam się czy mądra książka samorozwojowa nie powinna funkcjonować jako oksymoron.

Strefa Ja:
  • ogarnę stres, popracuje nad technikami go niwelującymi i zrobię generalną refleksję na jego temat w marcu 2013. Liczę na duży postęp w tej kwestii. Jest naprawdę dobrze. Te trzy miesiące dały mi ogromną ilość nowych informacji dotyczących siebie oraz ustaliły pewnego rodzaju kierunek działań na przyszłość. Mogę nawet nieśmiało powiedzieć, że wiem czego chcę.
  • spróbuje medytacji- największy absurd na tej liście, ale co mi tam :) Zrobię to w końcu, zrobię!
  • będę częściej chodziła na basen (częściej tzn. co najmniej raz w miesiącu, to i tak spory sukces dla mnie zimą) Not at all.
  • utrzymanie nadal rygoru ćwiczeń co najmniej 5x w tygodniu przez 45 minut. Ale i tak nie jestem fit. Tutaj było po prostu genialnie. Nie dość, że 5x było przestrzegane, to w niektórych tygodniach zrobiłam nawet 6 treningów. Jestem strasznie zadowolona i święcie przekonana, że to treningi odpowiadają za całą resztę moich ostatnich sukcesów w życiu.
  • 20 książek, włączając w to wszystkie wymienione powyżej
  • częstsze słuchanie BBC oraz Tok.fm, co najmniej 1 godzina na każdą ze stacji w tygodniu
  • 1 raz teatr, 1 raz opera, 1 raz filharmonia i co najmniej 3 razy kino.
  • 1 raz maraton filmowy i 1 koncert.
  • ogarnięcie swojej przestrzeni, czyli jak opanować codzienny huragan w pokoju w sposób prosty i przyjemny- najmniej prawdopodobne postanowienie.
  • częściej odpuszczać
  • obejrzeć 3 seriale- nadal nie wybrane
  • obejrzeć 12 filmów
  • Będę próbować nowych rzeczy. Nie wiem co to w praktyce znaczy, ale brzmi fajnie.

Myślę, że jest dobrze, a może być jeszcze lepiej. 2 tygodnie nowego kwartału już za nami, trzeba tworzyć kolejne :)




sobota, 29 marca 2014

Katastrofa

Obudziłam się rano i uświadomiłam sobie, że już jest koniec marca, za chwilę minie pierwszy kwartał roku i podsumowanie czeka. Oczywiście razem z nim refleksja, na temat częstotliwości pisania tutaj. Ale do tego już muszę się przyzwyczaić, ponieważ mój blog jest pisany dla własnej radości i uporządkowania swojego życia i nie zawsze musi być prowadzony regularnie. Mimo, że bardzo bym chciała. Okres od mojej nieobecności był koszmarny, jednak już dzisiaj mogę zakładać, że będzie jeszcze gorzej :) Zjazdy z psychologii dają mi trochę w kość, nie mówiąc już o pracy. Zazdroszczę moim znajomym z roku, którzy mają wolne weekendy i mogą robić full dodatkowych rzeczy z angielskiego. W następnym wcieleniu filologia będzie moim jedynym kierunkiem, na którym będę mogła się skupić na 150 %. Wróćmy jednak do rzeczywistości. Czasu jest mało, jednak staram się jak tylko mogę odpuszczać, nie przychodząc czasem na zajęcia albo ograniczając ilość pracy w tygodniu. Trudno. Jutro obiecałam sobie, że zrobię podsumowanie postanowień kwartalnych i skupię się na tworzeniu nowych. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że większość z nich nie weszła nawet do etapu przygotowawczego, ale nie rusza mnie to. Mimo tego, że podczas ostatniego miesiąca kompletnie o nich zapomniałam, to była to fajna zabawa. Lubię organizację, lubię się ścigać sama ze sobą i patrzeć na rezultaty. Ale o tym jutro.
M.
https://www.etsy.com

niedziela, 2 lutego 2014

Zaproszenie do osiągnięcia równowagi

Nie będę teraz nic podsumowywała, bo na to będzie czas już za dwa tygodnie, w związku z moimi planami kwartalnymi i śródkwartalnymi. Nie powiem, że jestem jakąś super zwolenniczką planów, przerażają mnie niektóre blogi, w których autor ma wypisane co do minuty to co będzie robił danego dnia. Strasznie przytłaczające i ograniczające. Jednak plany robione z głową, które zakładają, że dostajemy 6 za zrobienie 80% z nich są świetne. Ogarniają nam rzeczywistość, ale równocześnie często współgrają z tym czego potrzebujemy.

W następnych tygodniach chciałabym się skupić na blogu na czymś odrobinę innym. Bycie blogerką rozwojową jest świetne (rozwojowe:)), jednak coraz częściej dopadają mnie różnego rodzaju negatywne przemyślenia odnośnie tej całej rozwojowej postawy i naszego życia. Skupianie się na celach, a nie na sobie i otaczającej nas rzeczywistości. Straszne przesadzanie i robienie z siebie robotów. A na przeciwnym biegunie totalny marazm, lenistwo i brak motywacji. Rzadko spotykam już osoby, które są gdzieś po środku, zachowujące zewnętrzną i wewnętrzną równowagę. To mnie martwi i skłania do refleksji, że coś w tym kierunku musi zostać zrobione! Sama ciężko wywalczyłam swoją kulawa równowagę i chciałabym być przykładem dla innych w tej kwestii. Dlatego spróbuje teraz pokazać, jak się rozwijać, studiować dwa kierunki i pracować 20 godzin w tygodniu, zachowując pełnię równowagi. Pierwszy post z tej puli dotyczyć będzie pracoholizmu, który naprawdę nie jest niczym dobrym i pożytecznym. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu ten "projekt" skłoni was do refleksji, na temat tego czy aby nie przekroczyliśmy niebezpiecznej poprzeczki i czy na pewno wszystko mamy nadal pod kontrolą.

A tymczasem, ja uciekam do porannej lektury, a za godzinę na niedzielne zajęcia. Dzisiaj pod lupą mamy wykłady z psychoseksualności oraz neuropsychologii. Będzie ciekawie. Trzymajcie się!

niedziela, 26 stycznia 2014

Meraeval, nie mam motywacji.

Wkurza mnie to słowo. Motywacja. Powoduje ono, że zrzucamy odpowiedzialność za swoje własne wybory i lenistwo na siły wyższe, na coś podobnego jak natchnienie u poety. Magiczna formułka „nie mam motywacji” powoduję, że możemy już przestać wykonywać daną czynność, bo nic się z już za bardzo nie da zrobić. Dlaczego? Dlatego, że najczęściej spostrzegamy motywacje w kategoriach wyłącznie motywacji zewnętrznej, czyli nagrody. Problem pojawia się jednak wtedy, kiedy tej nagrody w żadnej postaci nie ma. Coś tam zrobiliśmy, ale nikt nas nie chwali, nauczyliśmy się na kolokwium i dostaliśmy w najlepszym przypadku 3+. I wtedy motywacja do dalszej nauki, pracy spada. Dlaczego? Dlaczego coś tak prymitywnego jak nagroda ma powodować, że się poddajemy? Co mnie obchodzi zdanie osoby, która poza swoim miejscem pracy jest ze mną na równi, stoi w tej samej kolejce po bułki, a często nawet jest w gorszej sytuacji ekonomicznej ode mnie? I to jej zdanie czy ocena spowoduję, że się poddam? Nie.
Wszystko co robię, robię dla siebie. Muszę przeczekać (przepracować) jeszcze te 3 semestry, żeby skończyć oba kierunki studiów, ponieważ jest to niezbędny puzzel w układance. I dlatego moja motywacja nie spadnie. Bo wiem, że bez tego nie pójdę do przodu. Poza tym, moje studia są na tyle wyjątkowe, że ilość pracy w nie włożona przekłada się wprost proporcjonalnie do pracy zawodowej. Mimo tego, że tak jest to słyszę codziennie od moich koleżanek, że są totalnie niezmotywowane. Są, bo wykładowcy nas nie doceniają, nie przykładają się i dają oceny za twarz.


Faktycznie aktualnie jest bardzo nieciekawie, z powodu zamykania uczelni i mogę śmiało powiedzieć, że większość ma na nas solidnie wylane, chyba, że postanawiają się w danym dniu akurat na nas wyżyć. Ilość absurdów, których doświadczyłam w tym semestrze jest powalająca, codziennie przegadujemy z chłopakiem dziesiątki sytuacji i słów nauczycieli i nie możemy wyjść z podziwu, że takie rzeczy się dzieją. Jednak mimo tego, ja czuję się wciąż zmotywowana, ciągle tylko brakuje mi czasu, żeby jeszcze dalej wyjść mojej wiedzy naprzeciw. Bo to mnie definiuje. Mam tą motywację w sobie, widzę sens moich działań i nie analizuję szczegółowo co mi się opłaci, a co nie. Biorę to wszystko jako pakiet, który jest niezbędny do zamknięcia jednego etapu i przejścia do następnego. Kończąc ten post, jestem jednak świadoma, że może być to cholernie ciężkie w aktualnej sytuacji. Jednak nie pozwólmy, żeby ktoś dyrygował nasza motywacją. Właśnie dlatego, że jest ona całkowicie NASZA.  

http://2.bp.blogspot.com/_YiF064qk_Bg/StsmNNzU7WI/AAAAAAAABOE/XnkWppTWCj0/s400/no-motivation.jpg

niedziela, 19 stycznia 2014

Sunday

Obecnie zajmuję się postanowieniem noworocznym pt. ,,zdać bezproblemowo pierwszy semestr”. Celowo semestr, a nie sesje, ponieważ sesji jako takiej nie mam. Mam za to zaliczenia ze wszystkich przedmiotów, które z pewnymi zobowiązaniami się wiążą. Musiałam jeszcze zrobić różne takie rzeczy dodatkowe typu kampania reklamowa na psycho, konspekty lekcji oraz esej na literaturę angielską. Nie zaniedbuje sportu, czytania książek, kursów na Coursera, mojego komfortu psychicznego (w teorii), zaniedbuje natomiast języki obce poza angielskim. Zresztą zaniedbywanie to zbyt duże słowo, bo traktuję to jako celową przerwę. Myślę, że 2014 zaczął się tak jak tego chciałam i jak na razie nie dokonałabym w nim jakichkolwiek poprawek. Odnośnie dalszego tematu postanowień, to ,,postanowiłam” robić także podsumowania śródkwartalne. Z mojego specjalnie przygotowanego do tego celu systemu obliczeń wynika, że czas ten przypada na 14.02.2014 i bardzo pięknie. Już coś tam do podsumowania mam, w niektórych kwestiach jestem nawet na skraju spełnienia, co tym bardziej mnie cieszy.

Aktualnie robię 2 fenomenalne kursy na Coursera, są to mianowicie:
  • The Modern World: Global History since 1760
    Jest to dość długi (14 tygodni) i mam wrażenie kompleksowy kurs na temat świata po 1760 roku do chwili współczesnej. Kurs skupia się zarówno na samych wydarzeniach, jak i na ich późniejszych konsekwencjach. Pozwala zrozumieć dlaczego stało się tak, a nie inaczej i jaki miało to wpływ na dalsze wydarzenia. Dołączyłam również do ciekawej grupy na facebooku, w której wiele osób dyskutuje ze sobą oraz wymienia się materiałami. Na chwilę obecnie ograniczam się tylko do oglądania wykładów, jednak po rozprawieniu się z uczelnią chciałabym również wziąć się za literaturę.
    Dla kogo? Dla wszystkich ludzi, którzy chociaż trochę traktują wiedzę ogólną jako coś ważnego. Kurs jest przepełniony wszelkimi informacjami poza historią, co dodatkowo wzmacnia jego potencjał. Bo fajnie jest wiedzieć i rozumieć. Link do kursu
  • Terrorism and Counterterrorism: Comparing Theory and Practice
    Terroryzm to jeden z moich ostatnich koników. Łaknę każdej wiedzy związanej z tym pojęciem, patrząc na to zarówno jako zjawisko polityczne, jak i społeczne. Kurs jest dość krótki, kończy się już w lutym, ale daje mi solidną i usystematyzowaną dawkę wiedzy i nakierowuje na dalszą eksplorację tego tematu. Niestety, prawie pewne jest, że nie skończę tego kursu w 100%, tak żeby otrzymać certyfikat, ponieważ do jutra wyznaczony jest deadline z napisaniem eseju na 800 słów. Przykre to, ale glupio by było nie napisać eseju na uczelnie, ale napisać na holenderski uniwersytet. Jak to mówią-priorytety. Aczkolwiek zastanawiam się, jak wygląda ten cały priorytet, bo nikt go do tej pory nie widział, podobnie jak z kalorią. Link do kursu

Zachęcam więc do zapisania się na oba przedsięwzięcia, ponieważ z całą pewnością warto. Szczególnie kurs o terroryzmie, jest bardzo ciekawy z praktycznie każdego punktu widzenia. Jest o coś, czego się ekstremalnie boimy, ale trudno nam w zasadzie zdefiniować czego konkretnie. W przyszłym tygodniu rozpoczynam również kurs Understanding Terrorism and the Terrorist Threat, więc jak widać staram się działać kompleksowo, a za 2 tygodnie coś na co czekam już od dłuuuuugich miesięcy Scandinavian Film and Television. Czuje, że to będzie istna rzeźnia!


No nic, uciekam do swoich niedzielnych obowiązków. Pod lupę idzie dzisiaj niemiecki, British studies oraz ten nieszczęsny esej. Miłej niedzieli, bez względu na to, czy będzie ona leniwa, czy pracowita.  
M.

http://principalspage.com/theblog/wp-content/uploads//2013/04/sunday-fairberlin02052010.jpg